Jedzenie to tylko narzędzie – refleksje po III Zjeździe Kooperatyw Spożywczych

Czy członkom i członkiniom kooperatyw spożywczych chodzi przede wszystkim o dostęp do ekologicznej żywności, czy też te coraz popularniejsze oddolne organizacje konsumenckie mają wciąż swój wymiar emancypacyjny? Tomasz Sikora dla portalu Ekonomiaspoleczna.pl omawia III Zjazd Kooperatyw Spożywczych, który odbył się 7 i 8 czerwca w Krakowie.
Wawelska Kooperatywa Spożywcza, gospodyni wydarzenia, wykonała ogromną pracę organizacyjną zwieńczoną dużą, dwudniową i bardzo eklektyczną imprezą. Już samo to, że od trzech lat siłami społeczników i społecznic udaje się organizować zjazdy należy uznać za sukces, który bardzo mnie cieszy. Jestem pełen podziwu dla zdolności organizacyjnych i wysiłku, jakiego podjęli się członkowie i członkinie Wawelskiej Kooperatywy.

Nowością była organizacja zbiórki społecznościowej na portalu Polakpotrafi. Intensywna i mądrze prowadzona kampania pozwoliła pozyskać przeszło 16 000 zł, co pozwoliło przygotować niezwykle bogaty program, obfitujący w warsztaty, prezentacje i spotkania. Było naprawdę wszystko: od kuchennych kompostowników po tratwę z plastikowych baniaków i wikliny, od współ-mieszkalnictwa po ekowioski i głęboką demokrację.

Były też czas na dyskusje i wymianę doświadczeń między członkami kooperatyw – temu poświęcone były pierwszego dnia rozmowy stolikowe w formie world cafe. Co pół godziny zmienialiśmy stolik by dyskutować o kontakcie z rolnikami, różnych formach handlu, różnicach i zbieżnościach interesów wśród odbiorców z miasta i producentów ze wsi, ogólnopolskim stowarzyszeniu kooperatyw, o tym, jak rozwijać kooperatywę (tworzyć sieć, zakładać spółdzielnię, działalność gospodarczą czy stowarzyszenie). Ważne rozmowy dotyczyły również powstawania nowych kooperatyw, promocji ruchu i działań na rzecz jego rozwoju oraz wzrostu świadomości konsumenckiej. Właśnie dla takich rozmów przyjechałem na ten zjazd i niestety wyjechałem z dużym niedosytem.

Cztery godziny rozmów o potrzebach, problemach i wyzwaniach ruchu (przy czym najpopularniejszy był stolik o współpracy z rolnikami) podczas dwudniowej imprezy to dla mnie za mało. Odniosłem wrażenie, że głównym celem zjazdu jest prezentacja różnorodności działań i inicjatyw, jakie składają się na konglomerat nowych ruchów społecznych i ekologicznych, tylko częściowo związany z kooperatywami spożywczymi.

Uważam, że czas już najwyższy rozpocząć dyskusję nad charakterem ruchu kooperatyw spożywczych, jego celami i metodami działania. Na zjeździe nie było żadnego panelu dyskusyjnego, na którym mogłyby ścierać się różne wizje i stanowiska. A przecież one istnieją, dyskutowaliśmy o nich za kulisami! Moim marzeniem jest zjazd kooperatyw, który będzie próbował odpowiedzieć na pytanie, czym jest kooperatywa spożywcza, czy faktycznie możemy nazywać się ruchem, dokąd zmierzamy. Zjazd, który mógłby próbować wypracować jakieś stanowisko, ogłosić manifest, wyznaczyć kierunki. Zjazd tematyczny, który pozwoliłby nam rozpracować lepiej kilka ważnych dla nas tematów, zwiększyć kompetencje, niezbędne do skuteczniejszego działania we własnych organizacjach.

Polskie kooperatywy spożywcze są dręczone poważnymi problemami nierównej partycypacji i kierownictwa, trudności w podejmowaniu decyzji i organizacji zakupów. Mówi się o tym w kuluarach, zamiast zająć się tym otwarcie i możliwie profesjonalnie. Możemy przecież korzystać z wiedzy nauk społecznych, rad specjalistów i własnych doświadczeń. Nie ma problemu, któremu nie moglibyśmy sprostać.

Utwierdziłem się też w przekonaniu, że dla większości kooperatyw klasyczna spółdzielczość nie jest punktem odniesienia. Majaczy gdzieś w oddali jako historyczny dowód skali możliwości organizacji konsumenckiej, swoiste poparcie i ciekawostka, ale nie stanowi żywej inspiracji i drogowskazu. Świadomość dokonań, a przede wszystkie etosu i celów dawnych działaczy i działaczek spółdzielczych, jest znikoma. Na zjeździe zabrakło choćby krótkiej prezentacji o dawnej spółdzielczości, czy dyskusji o tym, co nas łączy i dzieli z dawnym spożywcami.

Ruch kooperatyw spożywczych nie jest w obecnym swoim kształcie ruchem emancypacyjnym. Należy raczej do szeroko rozumianej kultury zdrowego żywienia i stylu życia, z licznymi postulatami ekologicznymi. Socjalny charakter gdzieś się zatracił, czego przejawem może być choćby akceptacja wysokich cen produktów ekologicznych. Powiedzenie, że uprawa ekologiczna jest droższa i niestety musi mieć to swoje odzwierciedlenie w cenie, przeważnie zamyka temat. Owszem, skracanie lub eliminacja łańcucha pośredników jest świetną drogą do niższych cen, nadal jednak produkty ekologiczne są poza zasięgiem dużej części społeczeństwa.

Dla mnie jest to ogromny problem. Wydaje mi się, że najpierw powinniśmy zadbać o to, aby każdy, niezależnie od dochodów, mógł jeść świeżą i dobrej jakości żywność, a dopiero potem dbać ekologiczność tej żywności. Z moich kilkuletnich doświadczeń wynika, że niestety tych dwóch rzeczy, teraz jeszcze mieć nie możemy, choć wierzę że kiedyś nam się to uda.

Sukcesem kooperatyw spożywczych w moim odczuciu byłaby konkurencyjność (nie tylko ceną ale również jakością) lokalnych kooperatyw bądź sklepów kooperatywnych z Biedronkami, gdzie ludzie o niskich dochodach zmuszeni są kupować tanią, ale kiepskiej jakości żywność. Takie dzielnicowe kooperatywy mogłyby być jednocześnie centrami aktywności lokalnej, stymulującymi działania społeczne i samoorganizację.

Do kooperatyw spożywczych należą obecnie głownie mieszkający w dużych miastach ludzie o wysokich kapitałach społecznych i kulturowych, czyli tacy, którzy teoretycznie i tak mają największe szanse na powodzenie w trudnych kapitalistycznych realiach. Czy nie czas już, abyśmy znaleźli drogę do tych, którzy tyle szczęścia nie mają?

Przykładem braku wiedzy o dawnej spółdzielczości jest obserwowane na zjeździe (ale nie tylko) pomieszanie nazewnictwa. Nie każde grupowe działania dotyczące żywności jest kooperatywą spożywczą (szczególnie jeśli brak w niej aspektów samopomocowych i demokratycznych). Czy potrzebujemy ponownie zdefiniować to pojęcie, skoro tak bardzo już się rozmyło? A może lepiej byłoby nie czepiać się i zgodzić się na zupełną dowolność w tym względzie?

Historycznie rzecz biorąc kooperatywa, czyli spółdzielnia, to organizacja kierująca się jasno określonymi zasadami (Zasady Roczdelskie i Zasady Spółdzielcze) i stawiająca sobie jasno określone cele: wydobycie z biedy i poprawę jakości życia, w tym prowadzenie działalności społeczno-edukacyjnej dla członków i członkiń oraz budowa nowego ustroju społeczno-gospodarczego. Wydaje mi się potrzebne wprowadzenie choćby rozróżnienia na kooperatywę spożywczą, która w znacznym stopniu trzyma się zasad i celów spółdzielczych oraz na grupę zakupową, której głównym celem jest tani zakup produktów. Należy wysłać do szerokiej publiczności komunikat, że w kooperatywach spożywczych chodzi o coś więcej niż tylko jedzenie.

Inną ważną cechą zjazdu była jego apolityczność. Nie rozumiana jako dawna zasada spółdzielczej neutralności politycznej, ale jako nie zajmowanie pozycji względem prądów ideowych i sił politycznych. Różnorodność polityczna wśród osób zaangażowanych w kooperatywy jest spora, wydaje się jednak, że większość prezentuje różne odmiany poglądów lewicowych. Czy jednak zgodzilibyśmy się, że to co robimy, ma charakter antykapitalistyczny, a naszym celem jest budowa nowego systemu społeczno-gospodarczego? Ta i wiele podobnych dyskusji ciągle przed nami.

Konstruktywną i potrzebną propozycją wydał mi się pomysł stworzenia ogólnopolskiego stowarzyszenia kooperatyw spożywczych. W trakcie dyskusji próbowaliśmy określić zadania dla takiego stowarzyszenia. Zgodnie z pojawiającymi się pomysłami mogłoby ono podejmować próby wpłynięcia na korzystne zmiany w prawie spółdzielczym, stworzyć i prowadzić ogólnopolską bazę danych o rolnikach, świadczyć wsparcie prawne, eksperckie, prowadzić działania rzecznicze i promocję ruchu a nawet zarządzać funduszem mikropożyczkowym. Słowem zajmować się wszystkim tym, co jest nam potrzebne, a no co przy codziennym zaangażowaniu w bieżące sprawy kooperatywy, nie starcza nam już czasu, możliwości i pieniędzy.

Jestem zdania, że zjazdy kooperatyw spożywczych potrzebują nowej formuły, nieco bardziej skierowanej do wewnątrz ruchu. Myślę, ze pracę promocyjną trzy pierwsze zjazdy już wykonały (oczywiście ta praca się nie kończy), a od przyszłego roku moglibyśmy zająć się wewnętrzną dyskusją oraz rozwiązywaniem szeregu problemów i wyzwań jakie stoją przed nieformalnym spółdzielniami spożywczymi.

Tomasz Sikora (Warszawska Kooperatywa Spożywcza) dla Ekonomiaspoleczna.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *